Pomiń nawigację
w terenie wterenie.com.pl

Reportaże z miejsc, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Na budowie

Po co na budowie drogi zaczyna się pracę przed świtem

Miejsce: Świętokrzyskie 4 min czytania autorka: Elżbieta

Maszyna budowlana na nowej drodze pod niebem o świcie
Maszyna budowlana na nowej drodze pod niebem o świcie

Czerwcowy świt na drodze powiatowej w Świętokrzyskiem: rozściełacz, walce i pierwsza ciężarówka z mieszanką o czwartej. Wczesna godzina ma kilka powodów, a temperatura asfaltu i powietrza to tylko jeden z nich.

O czwartej było jeszcze szaro, ale na wschodzie nad pasmem gór niebo już jaśniało. Na drodze powiatowej między dwiema wsiami pracowały reflektory. Rozściełacz stał na początku odcinka z podniesionym koszem, obok dwa walce, a przy znakach ostrzegawczych dyżurował chłopak w kamizelce. Termometr przy plecaku pokazywał piętnaście stopni. W rowie leżała rosa.

Pierwsza ciężarówka z mieszanką przyjechała kilka minut po czwartej. Plandeka na skrzyni była mokra od rosy, a spod niej buchała para.

Przez lata obsługiwałam budowy dróg gminnych pod Chełmem i wiem, że drogowcy nie wstają tak wcześnie dla przyjemności. Ten wpis jest o tym, dlaczego to robią.

Mieszanka ma swoje okno

Asfalt na drogę przyjeżdża z wytwórni jako gorąca mieszanka kruszywa i lepiszcza. Przy wbudowaniu ma ponad sto czterdzieści stopni, zależnie od rodzaju mieszanki nawet więcej. Od tej chwili zaczyna stygnąć. Walce mają określony czas, w którym muszą ją zagęścić: za gorąca rozjeżdża się pod bębnem, za zimna już się nie ugniecie i w nawierzchni zostaną pory, w które potem wejdzie woda.

Wymagania techniczne dla nawierzchni asfaltowych ustalają minimalną temperaturę powietrza przy układaniu warstwy ścieralnej, plus pięć stopni w czasie robót. W czerwcu nikt się tym nie martwi. Latem kłopot jest odwrotny: w pełnym słońcu, kiedy asfalt na sąsiednim odcinku ma już kilkadziesiąt stopni od samego słońca, świeża warstwa stygnie bardzo wolno. Ciężki walec wjeżdża na nią za wcześnie i robi fale, za późno i już nie domknie warstwy. Rano te okna są przewidywalne. Brygadzista ma czas, żeby ustawić rytm: ciężarówka, kosz, rozściełacz, walce, następna ciężarówka.

Jest też transport. Wytwórnia stoi kilkadziesiąt kilometrów dalej, przy kamieniołomie. O czwartej rano ciężarówka jedzie pustymi drogami i dojeżdża w przewidywalnym czasie. Po siódmej korki przy miasteczkach potrafią ją zatrzymać na kwadrans, a kwadrans to kilka stopni mieszanki.

Ruch, którego jeszcze nie ma

Drugi powód widziałam na końcu odcinka. Na czas robót jeden pas był zamknięty, ruch szedł wahadłem. O piątej przejeżdżało kilka samochodów na kwadrans. Ludzie z wiosek jechali do pracy później, autobus szkolny wyjeżdżał dopiero po siódmej, ciągniki jeszcze nie wyjechały w pole. O siódmej po obu stronach stały już kolejki.

Każda godzina pracy bez ruchu to mniej ryzyka dla ludzi przy rozściełaczu i mniej nerwów kierowców. O tym, co dzieje się z drogą, gdy ruch musi ominąć zamknięty odcinek, pisałam przy objeździe pod Sieradzem. Tu chodziło o kilka godzin, ale zasada jest ta sama: im mniej aut przy budowie, tym lepiej dla obu stron.

Bęben walca drogowego na świeżym asfalcie
Bęben walca drogowego na świeżym asfalcie

Ludzie przy gorącym asfalcie

Trzeci powód jest najprostszy. Ludzie przy rozściełaczu stoją nad mieszanką, od której bije żar, a przy walcu pracuje się w oparach. O świcie przy piętnastu stopniach w powietrzu da się to znieść spokojnie. Po południu, przy blisko trzydziestu stopniach i słońcu, przy samym asfalcie robi się dużo cieplej, niż pokazuje termometr przy drodze.

Kiedy na otwartej przestrzeni temperatura przekracza dwadzieścia pięć stopni, pracodawca musi zapewnić pracownikom napoje, tak mówią przepisy o profilaktycznych napojach. Na tej budowie zgrzewki wody stały w samochodzie brygadzisty od rana. „Do jedenastej robimy normalnie, potem już się człowiek pilnuje” - powiedział, kiedy zapytałam o plan dnia. Zjechali z odcinka o pierwszej, ale przedtem skropili jeszcze emulsją kawałek dolnej warstwy, który miał iść jako pierwszy następnego dnia, i ustawili znaki tak, żeby nikt nie wjechał na lepką nawierzchnię.

Wysokości ustalone dzień wcześniej

Geodeta był tu poprzedniego dnia. Na poboczach stały paliki z oznaczeniami wysokości, a wzdłuż jednej krawędzi rozciągnięta była stalowa struna, po której czujnik rozściełacza prowadził grubość warstwy. Ja przy takich budowach robiłam dokładnie to: tyczyłam oś i krawędzie, niwelowałam, sprawdzałam, czy po każdej warstwie wysokości się zgadzają. Wtedy jeszcze rzadko kto miał maszyny prowadzone satelitarnie, ale struna i palik nadal mają swoich zwolenników.

Rano nikt tej struny nie dotknął, tylko chłopak w kamizelce sprawdzał, czy ciężarówki jej nie zahaczają. Wystarczy jedno szarpnięcie, żeby warstwa na kawałku wyszła grubsza albo cieńsza, niż trzeba.

Koło południa przyszedł laborant z wiertnicą, wywiercił w świeżej nawierzchni kilka okrągłych próbek, zapakował je i odjechał. Z nich sprawdza się grubość warstwy i to, jak dobrze została zagęszczona. Dziury po próbkach drogowcy od razu zalali masą. Za kilka dni będzie wiadomo, czy poranny rytm się opłacił. W moich czasach o wyniku wiercenia mówiło się na budowie przez tydzień.

O jedenastej termometr pokazał dwadzieścia siedem stopni, o pierwszej dwadzieścia dziewięć. Za walcem zostawał czarny, matowy pas, na którym jeszcze drgało powietrze. Wieczorem, kiedy jechałam z powrotem, odcinek był już otwarty, czarny i równy, a przez otwarte okno czuć było jeszcze ciepły asfalt.

Zanim wyjdziesz w teren

  • Nie wjeżdżaj na świeżo położoną warstwę, dopóki drogowcy nie zdejmą znaków. Gorący asfalt zapamięta każdy ślad opony.
  • Jeśli musisz przejechać przez budowę, zrób to przed siódmą albo po popołudniowym zjeździe ekipy. W środku dnia wahadło jest najdłuższe.
  • Przy rozściełaczu nie zatrzymuj się z otwartymi oknami. Opary z gorącej mieszanki są nieprzyjemne i nie ma powodu ich wdychać.
  • Jeśli mieszkasz przy remontowanej drodze, zapytaj wykonawcę o harmonogram. Walce o czwartej rano lepiej znać z wyprzedzeniem.

Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.

Z innych wyjazdów

Wszystkie reportaże: lato