Po co na budowie drogi zaczyna się pracę przed świtem

Czerwcowy świt na drodze powiatowej w Świętokrzyskiem: rozściełacz, walce i pierwsza ciężarówka z mieszanką o czwartej. Wczesna godzina ma kilka powodów, a temperatura asfaltu i powietrza to tylko jeden z nich.
O czwartej było jeszcze szaro, ale na wschodzie nad pasmem gór niebo już jaśniało. Na drodze powiatowej między dwiema wsiami pracowały reflektory. Rozściełacz stał na początku odcinka z podniesionym koszem, obok dwa walce, a przy znakach ostrzegawczych dyżurował chłopak w kamizelce. Termometr przy plecaku pokazywał piętnaście stopni. W rowie leżała rosa.
Pierwsza ciężarówka z mieszanką przyjechała kilka minut po czwartej. Plandeka na skrzyni była mokra od rosy, a spod niej buchała para.
Przez lata obsługiwałam budowy dróg gminnych pod Chełmem i wiem, że drogowcy nie wstają tak wcześnie dla przyjemności. Ten wpis jest o tym, dlaczego to robią.
Mieszanka ma swoje okno
Asfalt na drogę przyjeżdża z wytwórni jako gorąca mieszanka kruszywa i lepiszcza. Przy wbudowaniu ma ponad sto czterdzieści stopni, zależnie od rodzaju mieszanki nawet więcej. Od tej chwili zaczyna stygnąć. Walce mają określony czas, w którym muszą ją zagęścić: za gorąca rozjeżdża się pod bębnem, za zimna już się nie ugniecie i w nawierzchni zostaną pory, w które potem wejdzie woda.
Wymagania techniczne dla nawierzchni asfaltowych ustalają minimalną temperaturę powietrza przy układaniu warstwy ścieralnej, plus pięć stopni w czasie robót. W czerwcu nikt się tym nie martwi. Latem kłopot jest odwrotny: w pełnym słońcu, kiedy asfalt na sąsiednim odcinku ma już kilkadziesiąt stopni od samego słońca, świeża warstwa stygnie bardzo wolno. Ciężki walec wjeżdża na nią za wcześnie i robi fale, za późno i już nie domknie warstwy. Rano te okna są przewidywalne. Brygadzista ma czas, żeby ustawić rytm: ciężarówka, kosz, rozściełacz, walce, następna ciężarówka.
Jest też transport. Wytwórnia stoi kilkadziesiąt kilometrów dalej, przy kamieniołomie. O czwartej rano ciężarówka jedzie pustymi drogami i dojeżdża w przewidywalnym czasie. Po siódmej korki przy miasteczkach potrafią ją zatrzymać na kwadrans, a kwadrans to kilka stopni mieszanki.
Ruch, którego jeszcze nie ma
Drugi powód widziałam na końcu odcinka. Na czas robót jeden pas był zamknięty, ruch szedł wahadłem. O piątej przejeżdżało kilka samochodów na kwadrans. Ludzie z wiosek jechali do pracy później, autobus szkolny wyjeżdżał dopiero po siódmej, ciągniki jeszcze nie wyjechały w pole. O siódmej po obu stronach stały już kolejki.
Każda godzina pracy bez ruchu to mniej ryzyka dla ludzi przy rozściełaczu i mniej nerwów kierowców. O tym, co dzieje się z drogą, gdy ruch musi ominąć zamknięty odcinek, pisałam przy objeździe pod Sieradzem. Tu chodziło o kilka godzin, ale zasada jest ta sama: im mniej aut przy budowie, tym lepiej dla obu stron.

Ludzie przy gorącym asfalcie
Trzeci powód jest najprostszy. Ludzie przy rozściełaczu stoją nad mieszanką, od której bije żar, a przy walcu pracuje się w oparach. O świcie przy piętnastu stopniach w powietrzu da się to znieść spokojnie. Po południu, przy blisko trzydziestu stopniach i słońcu, przy samym asfalcie robi się dużo cieplej, niż pokazuje termometr przy drodze.
Kiedy na otwartej przestrzeni temperatura przekracza dwadzieścia pięć stopni, pracodawca musi zapewnić pracownikom napoje, tak mówią przepisy o profilaktycznych napojach. Na tej budowie zgrzewki wody stały w samochodzie brygadzisty od rana. „Do jedenastej robimy normalnie, potem już się człowiek pilnuje” - powiedział, kiedy zapytałam o plan dnia. Zjechali z odcinka o pierwszej, ale przedtem skropili jeszcze emulsją kawałek dolnej warstwy, który miał iść jako pierwszy następnego dnia, i ustawili znaki tak, żeby nikt nie wjechał na lepką nawierzchnię.
Wysokości ustalone dzień wcześniej
Geodeta był tu poprzedniego dnia. Na poboczach stały paliki z oznaczeniami wysokości, a wzdłuż jednej krawędzi rozciągnięta była stalowa struna, po której czujnik rozściełacza prowadził grubość warstwy. Ja przy takich budowach robiłam dokładnie to: tyczyłam oś i krawędzie, niwelowałam, sprawdzałam, czy po każdej warstwie wysokości się zgadzają. Wtedy jeszcze rzadko kto miał maszyny prowadzone satelitarnie, ale struna i palik nadal mają swoich zwolenników.
Rano nikt tej struny nie dotknął, tylko chłopak w kamizelce sprawdzał, czy ciężarówki jej nie zahaczają. Wystarczy jedno szarpnięcie, żeby warstwa na kawałku wyszła grubsza albo cieńsza, niż trzeba.
Koło południa przyszedł laborant z wiertnicą, wywiercił w świeżej nawierzchni kilka okrągłych próbek, zapakował je i odjechał. Z nich sprawdza się grubość warstwy i to, jak dobrze została zagęszczona. Dziury po próbkach drogowcy od razu zalali masą. Za kilka dni będzie wiadomo, czy poranny rytm się opłacił. W moich czasach o wyniku wiercenia mówiło się na budowie przez tydzień.
O jedenastej termometr pokazał dwadzieścia siedem stopni, o pierwszej dwadzieścia dziewięć. Za walcem zostawał czarny, matowy pas, na którym jeszcze drgało powietrze. Wieczorem, kiedy jechałam z powrotem, odcinek był już otwarty, czarny i równy, a przez otwarte okno czuć było jeszcze ciepły asfalt.
Zanim wyjdziesz w teren
- Nie wjeżdżaj na świeżo położoną warstwę, dopóki drogowcy nie zdejmą znaków. Gorący asfalt zapamięta każdy ślad opony.
- Jeśli musisz przejechać przez budowę, zrób to przed siódmą albo po popołudniowym zjeździe ekipy. W środku dnia wahadło jest najdłuższe.
- Przy rozściełaczu nie zatrzymuj się z otwartymi oknami. Opary z gorącej mieszanki są nieprzyjemne i nie ma powodu ich wdychać.
- Jeśli mieszkasz przy remontowanej drodze, zapytaj wykonawcę o harmonogram. Walce o czwartej rano lepiej znać z wyprzedzeniem.
Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.



