Dlaczego nad Biebrzą łąki kosi się tak późno

Koniec czerwca w dolinie Biebrzy: trawa po pas, derkacz w nocy, a kosiarki stoją na podwórkach. Opisuję, dlaczego tutejsze łąki czekają z pokosem do lipca, a niektóre do połowy sierpnia, i jak się je potem kosi.
Obudził mnie derkacz. Była czwarta, za oknem pokoju we wsi na skraju doliny jeszcze szaro, a z łąki dochodziło suche „derr-derr, derr-derr”, jakby ktoś przeciągał palcem po grzebieniu. Ubrałam się i wyszłam. Mgły nie było, tylko rosa tak gruba, że łąki wyglądały na siwe. Nad nimi widać było kępy wierzb i daleko, na wschodzie, ciemną linię lasu.
Trawa na łąkach stała wysoka, w wielu miejscach do pasa. Kwitły jaskry, firletki, gdzieniegdzie wełnianka. Pod Chełmem pod koniec czerwca większość łąk jest już po pierwszym pokosie. Tutaj prawie nic nie było skoszone.
Łąki czekają do lipca
Kiedy pracowałam przy scaleniach, łąkę kosiło się, gdy trawa była najlepsza na siano, czyli zwykle w czerwcu. Nikt nie pytał o ptaki. Nad Biebrzą jest inaczej. Dolina to jedna z najważniejszych w Europie ostoi ptaków wodno-błotnych, a większość tych łąk leży w parku narodowym albo na obszarach chronionych.
Wielu rolników ma łąki objęte programami przyrodniczymi, w których za późniejsze koszenie dostaje się dopłatę. Podstawowy warunek: kosić nie wcześniej niż od pierwszego lipca. Na łąkach, gdzie gniazduje wodniczka, mały ptak trzcin i turzyc, w parku kosi się dopiero po piętnastym sierpnia. Turzycowiska bywają koszone od połowy lipca.
Wyjątki dopuszcza się w czasie suszy, kiedy woda gruntowa stoi nisko, ale w tym roku czerwiec był w dolinie wilgotny i wody było dużo.
Gniazda w trawie
Powód jest w samej trawie. Derkacz, rycyk, kszyk, czajka, wodniczka gniazdują na ziemi albo tuż nad nią, w kępach. Pisklęta derkacza w czerwcu i lipcu chodzą jeszcze po łące i nie umieją latać. Kosiarka, która w czerwcu przejeżdża łąkę w ciągu godziny, zabija to, co tam siedzi, i nie ma na to rady przy żadnej ostrożności.
O szóstej słońce wyszło nad las i rosa zaczęła błyszczeć. Na skraju łąki przy grobli stała dziewczyna z lornetką i notesem, przyrodniczka z parku liczyła śpiewające samce. Powiedziała mi, że derkacza łatwiej usłyszeć niż zobaczyć, i że w taką noc jak dzisiejsza odzywa się po kilka ptaków na kilometr łąki.
Wysoka trawa to dla tych ptaków nie tylko miejsce na gniazdo. Daje osłonę przed błotniakami i lisami, a w niej żyją owady, którymi karmią się pisklęta. Łąka skoszona w czerwcu w ciągu jednego dnia zamienia się w pustą, wystawioną na słońce przestrzeń, z której ucieka wszystko, co zdołało przeżyć przejazd kosiarki.

Kosi się od środka
Pierwsze pokosy zobaczyłam na wyższym kawałku, na grądziku przy wsi, który do programu nie należał. Ciągnik z kosiarką szedł od środka łąki ku jej brzegom, w rozwijającej się spirali. Tak się tu robi także na łąkach w programach i to jest jeden z ich warunków.
Kiedy kosi się od brzegów do środka, wszystko, co żyje w trawie, ucieka do środka i na końcu zostaje zamknięte w ostatnim pasie. Przy koszeniu od środka zwierzęta i pisklęta uciekają na zewnątrz, w nieskoszoną trawę na sąsiednich działkach albo w rów. Na łąkach ptasich zostawia się też co roku pas nieskoszony, pięć do dziesięciu procent powierzchni, za każdym razem gdzie indziej. To schronienie na resztę lata.
Przed kosiarką, na wysięgniku z przodu ciągnika, wisiał łańcuch z metalowymi prętami, które ocierały się o trawę przed nożami. To płoszyk. Szelest i stukot przed kosiarką dają zwierzętom kilka sekund, żeby uciec. Rolnik, który kosił, zatrzymał się przy końcu pokosu. Zapytałam o siano z lipcowego koszenia. „Krowa je zje, tylko mleka z niego dużo nie będzie” - odpowiedział. Trawa koszona późno ma więcej łodyg i włókna, a mniej białka. Część takiego siana idzie na ściółkę, część dla bydła i koni, które nie potrzebują paszy najwyższej jakości.
Torf nie lubi ciężkich kół
Pod łąkami w dolinie leży torf, gruby na kilka metrów. Stąpnęłam z grobli na łąkę i ziemia ugięła się pod butem jak materac, a w śladzie zaraz zebrała się woda. Ciężki ciągnik grzęźnie tu po osie. Dlatego na najmokrzejszych łąkach kosi się lekkim sprzętem, na szerokich oponach albo na gąsienicach, i tylko w suche tygodnie. Bywa, że trzeba czekać do sierpnia nie z powodu ptaków, tylko dlatego, że łąka jest pod wodą.
Ten teren uczy pokory każdego, kto patrzy na mapę. Na moich papierowych arkuszach w bagażniku wiele z tych łąk ma znak bagna, a niektóre wyglądają jak pola. Woda nie czyta map i co roku sama wyznacza, gdzie kończy się łąka do koszenia.
Po południu było dwadzieścia cztery stopnie, nad łąkami unosiły się roje komarów, a nad trzcinami krążył błotniak. Kosiarki wciąż stały na podwórkach. Za kilka dni, pierwszego lipca, dolina zacznie brzęczeć silnikami.
Zanim wyjdziesz w teren
- Weź długie spodnie, coś na komary i kleszcze. Nad bagnami w czerwcu i lipcu bez tego trudno wytrzymać kwadrans.
- Na łąki w okresie lęgowym się nie wchodzi. Chodź groblami, kładkami i szlakami wyznaczonymi przez park.
- Drogi gruntowe na skraju doliny po deszczu bywają nieprzejezdne nawet dla auta z napędem na cztery koła. Pytaj miejscowych, zanim w nie wjedziesz.
- Derkacza najlepiej słychać nocą i o świcie. Przyjedź przed wschodem słońca i stań na grobli, z dala od zabudowań.
Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.



