Jak się stawia wiatrak, od fundamentu po łopaty

Pagórki Warmii na początku sierpnia, budowa farmy wiatrowej między polami pszenicy. Byłam tam o świcie, kiedy dźwig podnosił łopatę, bo tylko wtedy wiatr na to pozwalał.
Dźwig pracował, zanim zrobiło się jasno. Stał na utwardzonym placu obok wieży bez gondoli, wysięgnik szedł w górę tak wysoko, że jego koniec ginął w szarym niebie przed świtem. Pod nim, na ziemi, leżała łopata. Długa jak trzy wagony kolejowe ustawione jeden za drugim, biała, z czerwonym końcem. Pszenica dookoła była już złota i sucha, gotowa do żniw.
Termometr pokazywał dwanaście stopni i nie ruszał się ani jeden kłos. Na tę ciszę czekali tu od trzech dni.
Najpierw droga, potem dziura
Przez lata obsługiwałam geodezyjnie budowy w swoim powiecie: drogi gminne, sieci, hale. Przy jednej farmie wiatrowej na Lubelszczyźnie tyczyłam kiedyś drogi dojazdowe i place montażowe i dopiero wtedy zrozumiałam, że sam wiatrak to końcówka roboty.
Najpierw buduje się drogę. Musi unieść ciężarówkę z segmentem wieży albo z łopatą, a łuki muszą być na tyle szerokie, żeby zmieścił się w nich zestaw długi na kilkadziesiąt metrów. Przy każdej turbinie robi się plac montażowy, utwardzony kruszywem, na którym stanie dźwig i na którym rozkłada się elementy. Na Warmii teren faluje, więc trzeba go wyrównać. Tu wyraźnie widać było nasypy na zboczu pagórka od strony południowej, kilka metrów wysokości na oko.
Potem wykop pod fundament. Okrągła albo wielokątna dziura o średnicy dwudziestu kilku metrów i głębokości kilku. Na dnie chudy beton, na nim kosz ze zbrojenia, gęsty jak plecionka. Przy sąsiedniej turbinie właśnie go kończono. Obeszłam wykop dookoła i z tyczką przy krawędzi dla skali zrobiłam zdjęcie: tyczka ma niecałe dwa metry, a ginęła w tym zbrojeniu jak zapałka.
Fundament leje się za jednym razem
Pod jedną turbinę idzie zwykle około pięciuset metrów sześciennych betonu i kilkadziesiąt ton stali, zależnie od wielkości wiatraka i od gruntu. To mniej więcej sto betonowozów. Fundament betonuje się bez przerwy, w jednym ciągu, żeby nie powstały w nim spoiny. Betoniarnia, droga i pompy muszą wytrzymać kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin pracy bez zatrzymania.
Beton potem dojrzewa. Pełną wytrzymałość osiąga zwykle po czterech tygodniach i przez ten czas fundament się polewa albo przykrywa, żeby nie wysechł za szybko. W sierpniu, przy dwudziestu kilku stopniach i słońcu, to robota na co dzień. Dopiero na gotowym fundamencie można stawiać wieżę.

Wieża rośnie w kilka dni
Wieża przyjeżdża w segmentach, stalowych rurach albo betonowych pierścieniach, zależnie od rodzaju. Dźwig podnosi je po kolei, monterzy w środku skręcają kołnierze. Na Warmii stały dwie wieże gotowe i jedna w połowie. Najwyższe dzisiejsze wieże mają ponad sto metrów, do końca łopaty w górnym położeniu bywa i ponad dwieście.
Na wieżę idzie gondola, czyli ta skrzynia na górze, w której jest generator. Waży kilkadziesiąt ton, w dużych turbinach więcej. Potem piasta i łopaty. Łopaty można podnosić po jednej albo złożyć cały wirnik na ziemi i podnieść go naraz. Tutaj podnosili pojedynczo.
Dlaczego o świcie
Łopata ma ogromną powierzchnię i mały ciężar w stosunku do długości. Wisi na linach jak żagiel. Nawet słaby, nierówny wiatr potrafi ją obrócić i wtedy nikt nad nią nie panuje. Dlatego producenci turbin i dźwigów wyznaczają granice prędkości wiatru, przy których wolno podnosić poszczególne elementy, a przy łopatach i wirniku ta granica jest najniższa. Segmenty wieży można stawiać przy wietrze, przy którym łopata zostaje na ziemi.
W sierpniu najspokojniej jest zwykle nad ranem. Ziemia nocą się wychładza, powietrze przy gruncie robi się ciężkie i stoi. Kiedy słońce zacznie grzać pola, powietrze się miesza i wiatr z wyższych warstw schodzi na dół. Tego dnia przez cały czas wiało słabo, ze wschodu, a koło południa przyszły chmury. Łopata była już wtedy na miejscu od dwóch godzin.
Monterka w kasku i uprzęży, powiedziała mi przy kontenerze, że w tym fachu prognozę pogody czyta się częściej niż wiadomości. Przez poprzednie dni to wiało w porywach, to padało, i nie podnieśli nic.
Gdzie wiatrak może stanąć
Miejsce na wiatrak wyznacza plan miejscowy gminy. Przepisy wymagają, żeby turbina stała co najmniej 700 metrów od domów, a gmina może tę odległość zwiększyć. Do tego dochodzą ograniczenia przyrodnicze, odległości od lasów, sieci energetycznych i dróg. Tu najbliższe zabudowania widać było na horyzoncie od wschodu, kilometr albo trochę więcej.
Zanim wyjdziesz w teren
- Jeśli chcesz zobaczyć montaż, przyjedź przed świtem po bezwietrznej nocy. W wietrzny dzień zobaczysz najwyżej stojący dźwig.
- Nie wchodź na plac montażowy ani pod wysięgnik dźwigu. Patrz z drogi publicznej albo z polnej drogi, z kilkuset metrów widać i tak wszystko.
- Transporty łopat i segmentów jeżdżą zwykle nocą, z pilotem. Na wąskiej drodze w okolicy budowy farmy zjedź na pobocze i przepuść cały zestaw, nie próbuj go wyprzedzać.
- Po deszczu drogi dojazdowe z kruszywa robią się śliskie od gliny, którą nanoszą koła. Zwykłe auto osobowe może tam utknąć.
Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.



