Pomiń nawigację
w terenie wterenie.com.pl

Reportaże z miejsc, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Elżbieta z Chełma

Geodetka, 35 lat w polu. Teraz jeździ tam, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Kim jestem

Mam na imię Elżbieta, mieszkam na obrzeżach Chełma, w domu z ogrodem, z którego widać pola w stronę Bugu. Urodziłam się na wsi pod Chełmem, w domu, w którym przed każdą robotą pytało się o pogodę.

Jestem geodetką. Skończyłam technikum geodezyjne, potem geodezję i kartografię w Krakowie, ze specjalnością geodezja urządzeń rolnych. Mam uprawnienia zawodowe w dwóch zakresach: pomiary sytuacyjno-wysokościowe, realizacyjne i inwentaryzacyjne oraz rozgraniczanie i podziały nieruchomości.

Przez dziewięć lat pracowałam przy scaleniach gruntów we wschodniej Lubelszczyźnie. Wsie z działkami jak sznurki, po kilkanaście kawałków na jedno gospodarstwo, całe sezony w polu od roztopów do pierwszego śniegu. Potem przez ćwierć wieku miałam własną, jednoosobową pracownię w Chełmie: podziały, rozgraniczenia, mapy do projektu, tyczenie domów, obsługa budów dróg gminnych, sieci i hal. W sezonie z jednym pomocnikiem do tyczki.

Od 2025 roku jestem na emeryturze. Po przejściu na nią najbardziej brakowało mi nie pomiarów, tylko terenu. Wiosną 2026 zaczęłam jeździć po Polsce tam, gdzie coś dzieje się pod gołym niebem, i pisać o tym tutaj.

Odczyt o siódmej

W ogrodzie stoi klatka meteorologiczna zbita z desek przez męża, a w niej termometr. Obok deszczomierz. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuję temperaturę, opad i wiatr. Kiedyś na kartkach w segregatorze, dziś w arkuszu w komputerze.

W podróży odczytuję to samo z małego termometru przypiętego do plecaka. Stąd ramka „Pogoda w terenie” przy każdym reportażu: to pogoda z dnia, w którym byłam na miejscu. Mój termometr sprawdzam z danymi pomiarowymi dla tego miejsca i dnia, żeby w ramce stały liczby, a nie wrażenie. To nie jest prognoza.

Jak powstaje reportaż

Wyjeżdżam zwykle w środę albo w czwartek. Przed wyjazdem czytam mapę, na miejscu jestem przed świtem albo o świcie, bo pierwsza godzina w terenie jest na patrzenie. Spędzam tam dzień albo dwa. Zdjęcia robię telefonem: krajobraz, maszyny, ziemię, niebo i ręce przy pracy, nigdy twarze.

Po powrocie sprawdzam fakty w przepisach, zaleceniach instytutów rolniczych, materiałach służby meteorologicznej i dokumentacji. Terminy siewu czy temperatury dla klejów podaję w widełkach, bo zależą od regionu i od roku. Czego nie da się potwierdzić, to wylatuje z tekstu.

Nowy reportaż pojawia się w piątek rano, zanim wyjdę do ogrodu na odczyt.

Czego tu nie znajdziesz

Nie podaję nazw gospodarstw, firm, maszyn ani imprez z nazwą handlową. Ludzi, których spotykam, opisuję przez to, co robią: operator koparki, sędzia z kartką, gospodyni z sąsiedniej zagrody. To nie jest serwis rozmów, tylko terenu.

Wszystkie reportaże