Pomiń nawigację
w terenie wterenie.com.pl

Reportaże z miejsc, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Na budowie

Dlaczego po ulewie na budowie nikt nie kopie

Miejsce: Górny Śląsk, okolice Rybnika 4 min czytania autorka: Elżbieta

Ładowarka brnie przez błoto i kałuże na placu budowy
Ładowarka brnie przez błoto i kałuże na placu budowy

Pod Rybnikiem kilka dni deszczu zalało wykopy pod kanalizację na nowym osiedlu i rano koparki stały. Opisuję, co deszcz robi z gliną, ze ścianami wykopu i z dnem, na którym mają leżeć rury.

Padało od piątku, w nocy jeszcze lało, a rano zostało po tym tylko niskie, szare niebo i mżawka. Na nowym osiedlu na skraju miasta, gdzie od wiosny kładą kanalizację w przyszłej ulicy, w wykopie stała brązowa woda, na oko do kolan. Koparka stała na końcu wykopu, operator pił herbatę w kabinie. Nikt się nie lenił, glina po deszczu po prostu nie nadaje się do roboty.

Teren opada tu ku zachodowi, w stronę doliny potoku, więc woda z całej przyszłej ulicy spłynęła do jednego odcinka. Ten najniższy wyglądał jak rów melioracyjny. Wyżej, w stronę asfaltowej drogi, wykop był tylko mokry.

Glina po deszczu jak plastelina

Kierowniczka robót, która mnie oprowadzała, wzięła z hałdy grudę urobku i rozgniotła w palcach. Glina wymazała jej rękawicę jak plastelina. W czwartek, przed deszczami, przy tej samej robocie kruszyła się w kawałki.

Grunty spoiste, czyli gliny i iły, chłoną wodę i robią się miękkie. Tracą nośność, to znaczy gorzej utrzymują ciężar ułożony na nich. Co gorsza, nie da się ich zagęścić. Każdy grunt ma wilgotność, przy której ubija się najlepiej, budowlańcy nazywają ją optymalną. Za sucha ziemia się sypie, za mokra pod walcem czy zagęszczarką ugina się i odbija jak materac, a woda nie ma dokąd uciec. Zasypka nad rurami ułożona w takiej glinie osiądzie potem razem z asfaltem, który ktoś na niej położy.

Na Górnym Śląsku dochodzi jeszcze jedno: w wielu miejscach grunt jest przemieszany, z nasypami, starymi zasypkami i resztkami po dawnych pracach. Takie warstwy po deszczu zachowują się nieprzewidywalnie, jedne puszczają wodę od razu, inne trzymają ją jak w misce.

Ściany, które trzeba obejrzeć

Drugi powód przestoju to bezpieczeństwo. Przepisy o bezpieczeństwie i higienie pracy przy robotach budowlanych pozwalają kopać wykopy o ścianach pionowych bez umocnienia tylko do głębokości jednego metra i tylko w gruntach zwartych, kiedy teren przy krawędzi nie jest obciążony. Głębsze wykopy muszą mieć obudowę albo skarpy o bezpiecznym nachyleniu. A przed każdym rozpoczęciem robót w wykopie trzeba sprawdzić stan obudowy albo skarp.

Po ulewie to sprawdzanie jest czymś więcej niż formalnością. Woda podmywa dolne części ścian, nasiąknięta ziemia jest cięższa, a urobek złożony przy krawędzi naciska na skarpę. Na tej budowie wykop miał prawie trzy metry głębokości i stalowe płyty obudowy. W jednym miejscu, gdzie obudowy jeszcze nie było, kawałek ściany zjechał w nocy do wody. Nikogo tam nie było. Właśnie dlatego nie wchodzi się do wykopu, dopóki nikt go nie obejrzał.

Wykop z ułożoną rurą w gliniastym gruncie
Wykop z ułożoną rurą w gliniastym gruncie

Woda na dnie, dno do wymiany

Około dziewiątej przyjechała pompa i zaczęła wypompowywać wodę do rowu. Zajęło to dwie godziny. Pod wodą pokazało się dno: rozmiękłe, poorane śladami butów, z kałużami w każdym zagłębieniu.

Rury kanalizacyjne kładzie się na podsypce z piasku albo drobnego kruszywa, na równym i nośnym dnie, ze spadkiem wyliczonym w projekcie co do promila. Na rozmokniętej glinie podsypka się zapadnie, rura się wygnie, a spadek, który geodeta tyczył z taką dokładnością, pójdzie w las. Dlatego kierowniczka kazała zebrać rozmokłą warstwę z dna i dopiero na suchszej ziemi układać nową podsypkę. Przy tyczeniu domu na Ziemi Dobrzyńskiej pisałam o glinie, która klei się do butów jak ciasto. Tu widziałam, jak wygląda dno wykopu w takiej glinie po czterech dniach deszczu.

Kiedy da się wrócić

Jest jeszcze jeden powód, żeby czekać na suchy wykop. Ułożone rury, zanim znikną pod ziemią, mierzy geodeta, bo potem nikt nie wie dokładnie, gdzie biegną i na jakiej głębokości. Robiłam takie pomiary setki razy i deszcz był ich największym wrogiem. Mokry wykop oznacza, że rury są pod wodą, a z wody nie da się zmierzyć wierzchu rury. Czekało się więc razem z ekipą, aż pompa zrobi swoje.

Na piasku robota rusza czasem po kilku godzinach, bo woda szybko wsiąka. Na glinie trzeba dnia albo dwóch suchej pogody, najlepiej z wiatrem. W tym tygodniu prognozy dawały przelotne opady jeszcze przez dwa dni.

„Jak jutro nie popada, w środę ruszamy z rurami” - powiedziała kierowniczka i popatrzyła w niebo nad doliną. Na razie ekipa rozkładała płyty drogowe, żeby ciężarówki z kruszywem nie zakopały się na wjeździe. W najniższym rogu wykopu zrobili małą studzienkę z wiadra bez dna i wstawili do niej pompę. Woda, która sączyła się ze ścian, miała spływać tam, a nie stać na dnie.

Po południu było trzynaście stopni, mżawka ustała i glina na hałdzie zaczęła jaśnieć od góry. W środku była wciąż ciemna i mokra.

Zanim wyjdziesz w teren

  • Po deszczu nie podchodź do krawędzi wykopu, nawet jeśli wygląda solidnie. Grunt przy krawędzi bywa podmyty od spodu.
  • Wyjazd z budowy po ulewie oznacza błoto na asfalcie. Za bramą osiedla zwolnij, zwłaszcza na motocyklu i rowerze.
  • Jeśli budujesz dom, nie poganiaj ekipy, żeby lała fundament na rozmokłe dno. Zdjęcie mokrej warstwy kosztuje dzień, a pękająca ściana dużo więcej.
  • Na mokrą budowę bierz gumowce z grubą podeszwą. Glina potrafi zassać but w pół kroku.

Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.

Z innych wyjazdów

Wszystkie reportaże: wiosna