Pomiń nawigację
w terenie wterenie.com.pl

Reportaże z miejsc, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Drogi i transport

Skąd się biorą dziury w asfalcie po zimie

Miejsce: Lubuskie, okolice Żar 4 min czytania autorka: Elżbieta

Wyrwa w asfalcie z popękaną nawierzchnią po zimie
Wyrwa w asfalcie z popękaną nawierzchnią po zimie

Droga powiatowa przez lasy pod Żarami, ekipa z łopatami i kałuże w każdej dziurze. Co zima robi z asfaltem, dlaczego najbardziej szkodzą zimy łagodne i czemu dziury wracają w te same miejsca.

Droga, którą jechałam od strony Żar, przez pierwsze kilometry była zwyczajna, równa, z łatami po zeszłym roku. Potem wjechała w las i zaczął się slalom. W nocy padało, więc każda dziura była kałużą i nie dało się zgadnąć, która ma dwa centymetry, a która dziesięć. Jechałam trzydzieści na godzinę, środkiem, kiedy nic nie jechało z przeciwka.

Za zakrętem stał samochód drogowców z przyczepką, na asfalcie dymiła kupka świeżej masy. Trzech mężczyzn w kamizelkach wymiatało wodę z dziury szczotką. Zaparkowałam na leśnym parkingu i poszłam popatrzeć.

Woda w każdej rysie

Asfalt wygląda na litą płytę, ale po kilku latach jest pełen drobnych pęknięć. Pękają spoiny przy łatach, krawędzie przy poboczu, nawierzchnia nad starymi szczelinami w podbudowie. Jesienią w te rysy wchodzi woda. Kiedy przychodzi mróz, woda zamarza, a lód zajmuje mniej więcej o jedną dziesiątą więcej miejsca niż woda. Rozpycha szczelinę od środka. Po odwilży woda wchodzi głębiej, a w następną mroźną noc znów rozpycha.

Dlatego dla dróg najgorsze są zimy, w których temperatura chodzi w kółko wokół zera. Tu, na zachodzie Polski, gdzie zimy są łagodniejsze niż u mnie pod Chełmem, takich przejść przez zero bywa w sezonie bardzo dużo. Mróz w nocy, odwilż w południe, i tak tydzień za tygodniem. Długa, równa, mroźna zima robi drodze mniej krzywdy niż taka huśtawka.

Roztopy i ciężkie koła

Druga sprawa leży głębiej, w podbudowie, czyli w warstwach kruszywa pod asfaltem. Wiosną grunt rozmarza od góry. Przez kilka tygodni górna warstwa jest już mokra i miękka, a niżej ziemia jest jeszcze zamarznięta i woda nie ma dokąd odpłynąć. Podbudowa nasiąka i traci nośność. Asfalt leży wtedy jak na gąbce.

Każda ciężarówka z drewnem, każdy ciągnik z przyczepą ugina go odrobinę mocniej, niż nawierzchnia jest w stanie znieść. Najpierw pojawia się siatka drobnych spękań, z daleka przypominająca skórę jaszczurki. Potem kawałki tej siatki się luzują, koła je wybijają i robi się dziura. Ta droga prowadzi przez lasy, zimą wywozi się nią drewno, a to oznacza dużo ciężkich osi akurat w najgorszym czasie. Niektórzy zarządcy dróg stawiają na okres roztopów znaki ograniczające tonaż, właśnie żeby przetrwać te tygodnie.

Sam asfalt też zmienia się z porą roku. Latem jest miękki i plastyczny, w mroźny dzień twardnieje i robi się kruchy. To, co w lipcu tylko lekko się ugina, w styczniu pęka. Dlatego najwięcej nowych rys przybywa zimą, a najlepiej widać je w kwietniu i maju, kiedy wszystkie zimowe szkody są już na wierzchu.

Ubijanie świeżej łaty asfaltu w miejscu dziury
Ubijanie świeżej łaty asfaltu w miejscu dziury

Łata na zimno, łata na gorąco

Zimą dziury zasypuje się masą na zimno z worka albo z pryzmy. To rozwiązanie na chwilę, żeby nikt nie urwał koła. Masa wbita łopatą w mokrą dziurę trzyma się kilka tygodni, czasem do pierwszej większej ulewy. Wiosną przychodzi prawdziwe łatanie.

Ekipa robiła to porządnie. Najpierw obcięli krawędzie dziury piłą, żeby były pionowe i proste, bez kruszących się brzegów. Wymietli wodę i błoto, skropili dno i ścianki emulsją asfaltową, żeby nowa masa związała się ze starą. Potem wsypali mieszankę na gorąco i zagęścili małym walcem. Na mokrym podłożu taka łata się nie trzyma, dlatego najpierw suszyli dziurę palnikiem.

Na niektórych drogach widuje się jeszcze inną metodę, z maszyną, która wdmuchuje w dziurę pod ciśnieniem emulsję i drobny grys. Jest szybsza i mniej zależna od pogody, ale potem przez kilka dni spod kół strzelają kamyczki.

O jedenastej przyszła chmura od południowego zachodu i zaczęło padać. Ekipa skończyła łatę, którą miała rozpoczętą, i stanęła. Wymagania techniczne dla nawierzchni asfaltowych mówią o minimalnej temperaturze powietrza i o suchym podłożu, a na deszcz nie ma rady. Kierowca ekipy zapalił w samochodzie i patrzył w niebo.

Dziury wracają w to samo miejsce

Przeszłam kawałek dalej, liczyłam łaty z poprzednich lat. Większość była w dwóch miejscach: w obniżeniu przy przepuście pod drogą i na odcinku, gdzie rów po prawej stronie zarósł trawą i olszyną. Na oko jezdnia ma tam lekki przechył w złą stronę, woda z asfaltu nie spływa do rowu, tylko stoi przy krawędzi.

„Jak rów zarośnie, to my tu będziemy co roku” - powiedział drogowiec, kiedy zapytałam o te łaty. Miał rację. Pierwsza godzina w terenie jest na patrzenie i tu wystarczyło popatrzeć, dokąd płynie deszczówka. Bez odwodnienia każda łata jest tylko odroczeniem.

Po południu deszcz osłabł do pojedynczych kropel, było dwadzieścia stopni, a asfalt parował. Wracałam tą samą drogą i nowych łat było już sześć.

Zanim wyjdziesz w teren

  • Kałuża na wiosennej drodze może kryć dziurę z ostrą krawędzią. Zwolnij przed nią i nie hamuj na samej dziurze, bo dociśnięte koło uderza mocniej.
  • Jeśli dziura uszkodzi auto, zrób zdjęcia miejsca i ustal, do kogo należy droga: gminy, powiatu, województwa czy kraju. Do tego zarządcy kieruje się zgłoszenie.
  • Za ekipą łatającą przez kilka dni na jezdni leży luźny grys. Trzymaj większy odstęp od auta przed tobą.
  • Na rowerze trzymaj się kawałek od krawędzi. Dziury przy poboczu są najgłębsze, bo tam podbudowa najszybciej nasiąka.

Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.

Z innych wyjazdów

Wszystkie reportaże: wiosna