Pomiń nawigację
w terenie wterenie.com.pl

Reportaże z miejsc, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Pole i gospodarstwo

Dlaczego rolnicy pryskają pola wieczorem

Miejsce: Śląsk Opolski 4 min czytania autorka: Elżbieta

Ciągnik z opryskiwaczem polowym na polu
Ciągnik z opryskiwaczem polowym na polu

Kwitnący rzepak na Śląsku Opolskim i opryskiwacz, który wyjeżdża na pole dopiero, gdy słońce siada. Wieczorna pora ma trzy powody: pszczoły, wiatr i wilgotność powietrza.

O szóstej po południu rzepak na równinie pod Odrą brzęczał. Stałam na miedzy przy polu, które ciągnęło się na oko na kilometr w stronę linii topól, i słyszałam pszczoły, zanim je zobaczyłam. Kwiaty były już w drugiej połowie kwitnienia, na dole łodyg zawiązywały się łuszczyny, ale u góry wszystko było jeszcze żółte. Na skraju pola, za drogą polną, stało kilkanaście uli.

Ciągnik z opryskiwaczem przyjechał za piętnaście dziewiąta. Kierowca rozłożył belki, sprawdził coś przy dyszach, popatrzył na topole. Ruszył, kiedy słońce schowało się w chmurach nad horyzontem.

Pszczoły kończą dzień

Pierwszy powód to pszczoły. Rzepak jest dla nich jednym z najważniejszych pożytków wiosną, a w czasie kwitnienia pola trzeba czasem chronić przed szkodnikami albo chorobami. Część środków ochrony roślin jest dla pszczół groźna i ich etykiety mówią jasno: na kwitnące rośliny tylko po zakończeniu lotu pszczół, czyli wieczorem. Przepisy o stosowaniu takich środków wymagają też, żeby opryskiwacz trzymał się co najmniej dwadzieścia metrów od pasiek.

Pszczoły wracają do uli, kiedy robi się chłodniej i ciemniej. O wpół do dziewiątej na kwiatach przy miedzy było ich jeszcze sporo, o dziewiątej już tylko pojedyncze. Rolnik nie zaczął od strony uli, tylko od przeciwnego końca pola. Zanim ruszył, obszedł jeszcze brzeg i zajrzał w rzepak przy miedzy, czy pszczół nie ma tam więcej niż gdzie indziej.

Pszczelarz, który przyjechał wieczorem zajrzeć do uli, powiedział mi krótko: „Sąsiad dzwoni dzień wcześniej, że będzie pryskał. To mi wystarczy”.

Wiatr siada o zmierzchu

Drugi powód to wiatr. Opryskiwacz rozpyla ciecz na drobne krople. Im drobniejsze, tym lepiej pokrywają liście, ale tym łatwiej je porwać. Przepisy pozwalają pracować sprzętem naziemnym, kiedy wiatr nie przekracza czterech metrów na sekundę. Od kwietnia tego roku pięć metrów na sekundę jest dopuszczalne wtedy, gdy rolnik używa techniki, która ogranicza znoszenie cieczy co najmniej o trzy czwarte.

W ciągu dnia nad nagrzanym polem powietrze się miesza. Ciepło od ziemi podnosi się do góry, z boku dmucha, krople płyną nad miedzę, na rów, do sąsiada. Wieczorem, kiedy ziemia stygnie, powietrze się uspokaja. Na tym polu po południu wiał słaby wiatr z południowego wschodu, liście topól się ruszały. O dziewiątej stały nieruchomo. Z komina we wsi dym szedł pionowo w górę i to był lepszy wskaźnik niż jakikolwiek wiatromierz.

Pszczoła na żółtym kwiecie rzepaku
Pszczoła na żółtym kwiecie rzepaku

Mniej słońca, więcej wilgoci

Trzeci powód widać na termometrze. Po południu było dziewiętnaście stopni i sucho. W pełnym słońcu część drobnych kropli wyparowuje, zanim doleci do liścia, a te, które dolecą, szybko wysychają. Wieczorem powietrze robi się chłodniejsze i wilgotniejsze, krople dłużej zostają na roślinie. Środek ma czas zadziałać, a mniej go ulatuje w powietrze.

Jest w tym też granica. Kiedy rosa jest bardzo obfita i liście ociekają wodą, ciecz spływa na ziemię. Dlatego część rolników pryska nie o zmierzchu, tylko w nocy albo bardzo wcześnie rano, przed rosą albo po jej obeschnięciu. Wszystko zależy od środka, od uprawy i od tego, jak wieje.

Rolnik ma też wpływ na same krople. Przy belce opryskiwacza widziałam rozpylacze, które zasysają powietrze i robią krople większe, z pęcherzykami w środku. Takie krople gorzej porywa wiatr, a rozbijają się dopiero na liściu. Liczy się też wysokość belki: im wyżej nad łanem, tym dłuższa droga kropli i więcej okazji, żeby wiatr je zabrał. Kierowca prowadził ją nisko, mniej więcej pół metra nad kwiatami. Wzdłuż rowu z wodą zostawił pas bez oprysku. Przepisy wymagają przy opryskiwaczu polowym co najmniej metra od brzegu wód, a etykiety wielu środków każą zostawić znacznie szerszy pas.

Nocna robota w polu

Opryskiwacz chodził po polu po ścieżkach technologicznych, tych samych, które zostawia się przy siewie. Z daleka widać je jako równoległe pasy, mniej więcej co dwadzieścia, dwadzieścia cztery metry, zależnie od szerokości belki. Dzięki nim koła nie gniotą rzepaku przy każdym przejeździe.

O wpół do jedenastej było już ciemno, ciągnik jeździł z włączonymi światłami roboczymi. Termometr przy plecaku pokazywał trzynaście stopni i trawa na miedzy zrobiła się mokra. Ostatni przejazd zrobił koło północy. Ja byłam wtedy w pokoju gościnnym w sąsiedniej wsi i słyszałam przez okno, jak wraca drogą do gospodarstwa.

Rano zajrzałam jeszcze pod ule. Pszczoły wylatywały normalnie, w stronę tego samego rzepaku.

Zanim wyjdziesz w teren

  • Jeśli wieczorem spacerujesz przy polach i widzisz pracujący opryskiwacz, odejdź tak, żeby wiatr nie niósł mgiełki w twoją stronę. Kilkadziesiąt metrów zwykle wystarczy.
  • Jeśli trzymasz ule, powiedz rolnikom z sąsiednich pól, gdzie stoją. Łatwiej im wtedy zaplanować kolejność przejazdów.
  • Kwiatów i ziół z brzegów pól uprawnych w sezonie zabiegów nie zbieraj do herbaty ani do jedzenia.
  • Wieczorem i w nocy ciągnik z opryskiwaczem wraca drogami ze złożonymi belkami. Jest szeroki i jedzie wolno, z daleka widać tylko światła robocze.

Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.

Z innych wyjazdów

Wszystkie reportaże: wiosna