Pomiń nawigację
w terenie wterenie.com.pl

Reportaże z miejsc, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Imprezy plenerowe

Turniej rycerski pod zamkiem: dwa dni na łące od świtu

Miejsce: Kociewie 4 min czytania autorka: Elżbieta

Rycerze w zbrojach na koniach podczas gonitwy z kopiami
Rycerze w zbrojach na koniach podczas gonitwy z kopiami

Łąka pod zamkiem na skarpie nad Wisłą, na Kociewiu. Byłam tam dzień przed turniejem i w dniu gonitw, od świtu, kiedy koszono tor, do wieczora, kiedy po tysiącach widzów została zdeptana trawa.

O czwartej rano nad Wisłą leżała mgła, równa jak położona od linijki. Zamek na skarpie wystawał nad nią ceglanym murem, a łąka pod nim była szara i mokra. Dzień przed turniejem przyjechałam o świcie, bo chciałam zobaczyć, jak powstaje plac, na którym następnego dnia mają biegać konie. O tej porze byli tam tylko dwaj mężczyźni z kosiarką i ktoś przy namiotach obozowiska, kto rozpalał ognisko pod kociołkiem.

Łąka opada od podnóża skarpy w stronę rzeki. Spadek jest łagodny, na oko półtora, dwa metry na długości kilkuset metrów, ale wyraźny. Pierwsze, co zrobiłam, to popatrzyłam, jak ustawiono tor gonitwy. Biegł w poprzek spadku, wzdłuż łąki, prawie po poziomie. Ktoś to przemyślał.

Łąka, po której ma biec koń

Na tor dla koni nie wystarczy skoszona trawa. Mężczyźni z kosiarką ścinali ją nisko, a za nimi szły dwie osoby z grabiami i taczką. Zbierały kamienie, wyrównywały kretowiska, zasypywały dołki ziemią. Koń w galopie nie widzi dziury w trawie, a jedna dziura wystarczy, żeby skręcił nogę.

Środkiem toru ustawiono drewnianą przegrodę, kilkadziesiąt metrów długą, z desek na palikach. Przy pojedynkach na kopie jeźdźcy jadą naprzeciw siebie po obu jej stronach, a przegroda nie pozwala koniom wpaść na siebie. Za końcami toru są place na zawrócenie i tam trawa była najbardziej zryta już po pierwszych próbach.

Ziemia też ma znaczenie. Zbyt twarda po suszy męczy końskie nogi, za mokra po deszczu robi się śliska. Ta łąka nad rzeką jest wilgotna, w niedzielę i w poniedziałek popadało, ale ziemia zdążyła obeschnąć i rano trawa była mokra głównie od rosy. Koło ósmej rosa zeszła i tor stał się taki, jakiego chcieli jeźdźcy.

Konie wstają pierwsze

Za obozowiskiem stały polowe boksy z drewnianych barierek i plandek. Konie były tu od wieczora. O piątej rano dostały siano i wodę. Koń w takim dniu potrafi wypić kilkadziesiąt litrów, więc beczkowóz stał przy boksach przez cały turniej, a ktoś regularnie dolewał do wiader.

Jeździec w kolczudze, który czyścił konia przy boksie, powiedział mi rzecz bardzo praktyczną: „Koń nie wie, że to turniej. Na mokrej trawie nie pobiegnie pełnym galopem, a ja go nie zmuszę”. Dlatego program gonitw konnych zawsze zależy od pogody i organizatorzy mają w zanadrzu walki piesze, które można rozegrać nawet w deszczu.

Stare drewniane ogrodzenie na łące w wysokiej trawie
Stare drewniane ogrodzenie na łące w wysokiej trawie

Pogoda nad rzeką

Drugi dzień, ten właściwy, zaczął się inaczej: bez mgły, pod chmurami, prawie pięć stopni cieplej niż poprzedniego ranka, trzynaście przy namiotach. Po południu termometr pokazał dwadzieścia cztery stopnie, chmury się przerzedziły i słońce stało nad łąką, tylko co jakiś czas spadło kilka kropel. Na zbroje patrzyłam z pewnym współczuciem. Metal w czerwcowym słońcu grzeje się szybko, a walki piesze odbywały się w samo południe.

Mgła nad Wisłą o tej porze roku nie jest niczym dziwnym. W pogodną noc powietrze w dolinie szybko się wychładza, a nad rzeką i mokrymi łąkami jest pełne wilgoci. Kiedy ostygnie do punktu rosy, para wodna skrapla się w drobne kropelki i dolina zasnuwa się bielą, a skarpa z zamkiem zostaje nad nią na słońcu. Wystarczy godzina, dwie słońca, żeby to wszystko zniknęło. Dla organizatorów taka mgła to dobra wiadomość, bo zwykle zapowiada pogodny dzień.

Wiatr był słaby, z południowego wschodu. Przy gonitwach do pierścienia, kiedy jeździec w pełnym biegu nadziewa kopią mały krążek zawieszony na stojaku, nawet lekki podmuch kołysze celem. Sędzia dwa razy przerywał i czekał, aż pierścień się uspokoi.

Tysiące ludzi na jednej łące

Od dziesiątej zaczęli przychodzić widzowie. Parkingiem było pole obok, skoszone tydzień wcześniej. Przy kilku tysiącach ludzi impreza na otwartym terenie jest w świetle przepisów zwykle imprezą masową. Ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych zalicza do nich imprezy artystyczno-rozrywkowe w plenerze, na które organizator udostępnia co najmniej tysiąc miejsc. Potrzebne jest zezwolenie, służby porządkowe, plan ewakuacji i drogi dla karetki. Widać to było w terenie: taśmy oddzielające widzów od toru, wolny pas wzdłuż skarpy, ratownicy w namiocie przy wejściu.

Wieczorem, kiedy widzowie się rozeszli, łąka wyglądała jak po wypasie stada. Wydeptane ścieżki prowadziły od parkingu do toru, przy budkach z jedzeniem trawa zniknęła zupełnie. Organizatorzy chodzili z workami i zbierali śmieci do zmroku. W obozowisku rekonstruktorzy gasili ogniska, zalewając je wodą z wiader i rozgarniając popiół łopatą, aż przestał dymić. Paleniska wykopane w darni zasypali ziemią i przykryli zdjętymi wcześniej płatami trawy, tak żeby za miesiąc trudno je było znaleźć. Za kilka tygodni łąka odrośnie, rzeka i rosa zrobią swoje.

Zanim wyjdziesz w teren

  • Stój za taśmą i nie podchodź do koni od tyłu. Zwierzę spłoszone hałasem albo dzieckiem potrafi wierzgnąć albo wyskoczyć poza tor.
  • Parking na łące czy polu po deszczu robi się grząski. Przyjedź wcześnie i ustaw auto przodem do wyjazdu.
  • Na łące pod zamkiem jest mało cienia. Weź nakrycie głowy i wodę, zwłaszcza na popołudniowe walki.
  • Psa zostaw w domu albo trzymaj na krótkiej smyczy daleko od boksów i toru. Konie reagują na szczekanie.

Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.

Z innych wyjazdów

Wszystkie reportaże: lato