Pomiń nawigację
w terenie wterenie.com.pl

Reportaże z miejsc, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Przyroda i pogoda

Co robić, gdy burza złapie cię w polu

Miejsce: Lubuskie, okolice Sulęcina 4 min czytania autorka: Elżbieta

Ciemne chmury burzowe nad zielonym polem i drogą
Ciemne chmury burzowe nad zielonym polem i drogą

Czerwcowe popołudnie na polnej drodze pod Sulęcinem, chmura z kowadłem nadciąga od zachodu, a do auta jest kilometr. Jak liczyć sekundy od błysku, gdzie się schować i co zrobić, kiedy schronienia nie ma.

Od rana było wilgotno. O ósmej termometr przy plecaku pokazywał czternaście stopni, z szarego nieba spadło kilka kropel i przestało. Pojechaliśmy z mężem w pagórkowate okolice Sulęcina, gdzie pola przeplatają się z lasami. On chciał zobaczyć ptaki na skraju pól, ja chciałam po prostu iść polną drogą między zbożem. Auto zostawiliśmy na skraju lasu i poszliśmy na zachód, grzbietem łagodnego wzniesienia.

Po trzeciej przeszedł krótki deszcz, a koło piątej po południu nad horyzontem od zachodu zaczęły rosnąć chmury. Białe, wypiętrzone, z ostrymi brzegami. Zbyszek, który przez czterdzieści lat uczył geografii, pokazał palcem jedną, wyższą od reszty: wierzch miała rozpłaszczony, jak kowadło. „Jak jest kowadło, to już nie jest chmurka do zdjęć” - powiedział. Zawróciliśmy.

Trzy sekundy to kilometr

Pierwszy grzmot usłyszeliśmy kwadrans później. Światło biegnie praktycznie od razu, a dźwięk pokonuje kilometr w mniej więcej trzy sekundy. Liczysz więc sekundy od błysku do grzmotu i dzielisz przez trzy. Wyszło nam piętnaście sekund, czyli burza była około pięciu kilometrów od nas.

To brzmi jak dużo, ale nie jest. Piorun potrafi uderzyć kilka, a czasem kilkanaście kilometrów od miejsca, gdzie pada. Ludzie mówią wtedy o gromie z jasnego nieba, bo nad głową jeszcze świeci słońce. Stąd prosta zasada, którą przypominają służby i ratownicy: jeśli między błyskiem a grzmotem mija mniej niż trzydzieści sekund, trzeba już szukać schronienia. A wychodzić z niego dopiero pół godziny po ostatnim grzmocie, bo tylna część burzy też uderza.

Do auta mieliśmy niecały kilometr. Szliśmy szybko, nie biegiem, drogą w obniżeniu między polami, a nie grzbietem, którym przyszliśmy.

Auto, kabina, budynek

Najlepsze schronienie to budynek. W polu najczęściej najbliżej jest samochód. Auto z metalowym dachem i karoserią chroni dobrze, bo prąd pioruna płynie po zewnętrznej powłoce do ziemi. W środku zamyka się okna, nie dotyka metalowych części i czeka. Ciągnik czy kombajn z zamkniętą, metalową kabiną działa podobnie. Na otwartym ciągniku, rowerze czy motocyklu takiej ochrony nie ma.

Gorsze miejsca znają wszyscy, a mimo to ludzie tam właśnie biegną: pod pojedyncze drzewo na miedzy, pod stóg, na ambonę myśliwską, pod wiatę na wzgórzu. Pojedyncze drzewo to najwyższy punkt w okolicy i piorun chętnie w nie trafia, a prąd rozchodzi się po ziemi wokół pnia.

Przez trzydzieści pięć lat w polu nosiłam aluminiową tyczkę geodezyjną. W burzy była pierwszą rzeczą, której się pozbywałam. Kładło się ją płasko na ziemi, razem ze statywem, i odchodziło kilkadziesiąt metrów. Mój pomocnik z pierwszych lat nie mógł się nadziwić, że zostawiamy sprzęt w polu. Sprzęt można zawsze podnieść po burzy.

Błyskawica nad ściernią z belami słomy
Błyskawica nad ściernią z belami słomy

Kiedy schronienia nie ma

Jeśli do auta czy budynku jest za daleko, a burza jest blisko, najważniejsze to nie być najwyższym punktem. Zejdź ze wzniesienia, poszukaj obniżenia terenu, ale nie stój w wodzie. Odłóż metalowe przedmioty, kijki, rower. Potem kucnij, stopy złączone, głowa pochylona, ręce na kolanach. Nie siadaj i nie kładź się na ziemi.

Złączone stopy mają znaczenie. Kiedy piorun uderzy w pobliżu, prąd rozchodzi się w gruncie i między dwiema stopami rozstawionymi szeroko powstaje różnica napięcia. Prąd może wtedy przejść przez nogi. Gdy stopy są razem, ta różnica jest mała. Jeśli idzie kilka osób, lepiej rozejść się na kilka metrów od siebie, żeby jedno uderzenie nie dosięgło wszystkich. Jeśli poczujesz, że włosy stają dęba, a w powietrzu coś trzeszczy, kucaj od razu.

Nad wodą jest jeszcze gorzej niż w polu. Burzę widać tam z daleka, a mimo to kąpiący się i wędkarze często czekają do ostatniej chwili. Człowiek w wodzie albo w łódce jest najwyższym punktem na płaskiej tafli i nic go nie osłania. Z wody i z łodzi wychodzi się od razu, gdy tylko słychać grzmot, bez czekania na pierwsze krople. Wędki z włókna węglowego przewodzą prąd, więc też się je odkłada.

Las jest bezpieczniejszy niż otwarte pole, o ile trzymasz się z dala od najwyższych drzew i od skraju. Najlepiej wśród gęstych drzew podobnej wysokości.

Po burzy

Dotarliśmy do auta dwie minuty przed ulewą. Przez kwadrans lało tak, że nie było widać lasu kilkadziesiąt metrów dalej. Wiatr przyszedł nagle, porywisty, z zachodu, i położył zboże na pobliskim polu. Grzmiało nad samą drogą. Siedzieliśmy w środku, z rękami na kolanach.

Po pół godzinie od ostatniego grzmotu wyszłam. Było czternaście stopni zamiast dziewiętnastu, z drogi parowało, w koleinach stała woda. Na skraju lasu leżała duża gałąź sosny, która rano jeszcze wisiała.

Jeśli piorun porazi człowieka, trzeba od razu dzwonić pod 112 i zacząć pierwszą pomoc. Porażony nie przewodzi prądu, można go dotykać bez obawy. Często potrzebna jest resuscytacja, a każda minuta ma znaczenie.

Zanim wyjdziesz w teren

  • Rano sprawdź ostrzeżenia służby meteorologicznej. Letnie burze zwykle przychodzą po południu, więc dłuższe wyjścia w pole planuj na przedpołudnie.
  • Jeśli w parny dzień przed południem chmury szybko rosną w górę i mają twarde, kalafiorowe brzegi, nie oddalaj się od auta albo budynku.
  • Na długich trasach zapamiętuj po drodze, gdzie jest najbliższe schronienie: wieś, gospodarstwo, każdy porządny budynek. Otwarta wiata czy szałas nie chronią.
  • Po burzy nie podchodź do zerwanych przewodów i połamanych drzew przy liniach energetycznych. Zgłoś je pod 112 i omiń z daleka.

Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.

Z innych wyjazdów

Wszystkie reportaże: lato