Pomiń nawigację
w terenie wterenie.com.pl

Reportaże z miejsc, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Pole i gospodarstwo

Ile hektarów skosi kombajn w jeden dzień

Miejsce: Kujawy 4 min czytania autorka: Elżbieta

Kombajn zbożowy na polu pod zachodzącym słońcem
Kombajn zbożowy na polu pod zachodzącym słońcem

Zbiór rzepaku na Kujawach, od późnego przedpołudnia do zmroku. Policzyłam, ile kombajn naprawdę zbiera w ciągu dnia i od czego to zależy: od szerokości stołu, od ziarna, od pogody i od kształtu pola.

Kujawy z drogi wyglądają jak stół. Pola ciągną się do horyzontu, prawie bez spadków, z rzadka przecięte rowem albo szpalerem wierzb. Ziemia jest tu ciemna, miejscami prawie czarna. Przyjechałam rano, kiedy rzepak na polu za wsią stał jeszcze ciemnobrązowy i suchy, łuszczyny szeleściły na wietrze jak papier.

Kombajn stał na skraju pola od ósmej, ale ruszył dopiero po jedenastej. Rano na łuszczynach była wilgoć. Mokre łuszczyny są elastyczne, gorzej się młócą, a nasiona mają za dużo wody. Kombajnista sprawdzał to po swojemu: zgniatał łuszczynę w palcach i słuchał, czy pęka z trzaskiem.

Rzepak na tym polu dojrzał równo. Tak bywa nie zawsze, bo rzepak kwitnie długo i łuszczyny na dole łodygi dojrzewają wcześniej niż na górze. Jeśli kombajn wjedzie za wcześnie, część nasion jest jeszcze zielona i wilgotna. Jeśli za późno, suche łuszczyny pękają od samego dotyku stołu albo od wiatru i nasiona sypią się na ziemię. Do rzepaku zakłada się w kombajnie przedłużony stół i boczne noże, które rozcinają splątane łodygi, zamiast je szarpać.

Szerokość razy prędkość

Na papierze rachunek jest prosty. Stół kombajnu, ten szeroki zespół z przodu, miał tu około siedmiu i pół metra szerokości. Przy rzepaku kombajn jedzie wolniej niż w pszenicy, żeby nie gubić nasion, powiedzmy pięć, sześć kilometrów na godzinę. Siedem i pół metra razy pięć tysięcy metrów to prawie cztery hektary na godzinę.

Tyle w teorii. W praktyce kombajn nie jedzie cały czas. Zawraca na końcu pola, staje, kiedy zbiornik się zapełni, a przyczepa jeszcze nie podjechała, zwalnia w miejscach, gdzie rzepak się położył. Do tego przerwy na tankowanie, na smarowanie, na wyciągnięcie gałęzi, która wpadła w stół. Rzeczywista wydajność wychodzi zwykle wyraźnie niższa niż teoretyczna, w średniej wielkości kombajnie przy rzepaku dwa i pół, trzy hektary na godzinę to dobry wynik.

„Na papierze to jest czterdzieści hektarów. W polu trzydzieści, jak nic się nie zepsuje” - podsumował kombajnista swój dzień, zanim jeszcze się zaczął.

Ziarno ustala godziny

Drugi czynnik to czas, kiedy w ogóle da się pracować. Nasiona rzepaku kosi się kombajnem w pełnej dojrzałości, kiedy ich wilgotność spada poniżej kilkunastu procent. Do przechowywania potrzeba jednak dużo mniej, około siedmiu procent, bo rzepak jest tłusty i wilgotny szybko się psuje. Każdy punkt wilgotności ponad normę to koszt suszenia w skupie.

Dlatego dzień pracy przy rzepaku wyznacza pogoda. W suchy, ciepły dzień zaczyna się koło jedenastej, kiedy słońce wysuszy łuszczyny, i kończy wieczorem, kiedy znów robią się wilgotne. Dziś to było mniej więcej dziesięć godzin. W pochmurny, wilgotny dzień okno potrafi skurczyć się do czterech, pięciu godzin. Po deszczu nie ma go wcale.

Kombajn przesypuje ziarno do przyczepy ciągnika, widok z drona
Kombajn przesypuje ziarno do przyczepy ciągnika, widok z drona

Kształt pola liczy się w hektarach

Trzeci czynnik zna każdy geodeta od scaleń. To pole miało ponad kilometr długości i kilkaset metrów szerokości. Kombajn szedł wzdłuż dłuższego boku i zawracał może co dziesięć, dwanaście minut. Nawrót trwał niecałą minutę.

Na Lubelszczyźnie, gdzie przez dziewięć lat dzieliłam ziemię w czasie scaleń, wiele działek miało po kilkanaście, kilkadziesiąt metrów szerokości i kilkaset długości. Tam kombajn zawracał co chwilę, objeżdżał miedze, przejeżdżał drogą na następny kawałek. Te same maszyny, ta sama godzina pracy, a hektarów wychodzi o wiele mniej. Jednym z celów scaleń było właśnie to: mniej działek, dłuższe i szersze, z dojazdem z drogi.

Tutaj działało coś jeszcze. Kombajn nie stawał do rozładunku. Ciągnik z przyczepą podjeżdżał obok i kombajn przesypywał nasiona w czasie jazdy, rurą wysuniętą w bok. Dwie przyczepy jeździły na zmianę do magazynu przy gospodarstwie, kilka kilometrów dalej. Kiedy jedna wracała z opóźnieniem, kombajn stawał i to od razu było widać w liczbach. W gospodarstwie, w którym byłam, przy suszarni i magazynie stał ktoś z wilgotnościomierzem i badał każdą przyczepę. Wieczorne nasiona miały wyraźnie więcej wilgoci niż te z wczesnego popołudnia.

Wieczorne liczenie

Po południu było dwadzieścia siedem stopni, za kombajnem ciągnęła się szara smuga kurzu i drobnych resztek łuszczyn, niesiona słabym wiatrem z północnego wschodu na południowy zachód. Wieczór był pogodny, bez kropli deszczu. Łuszczyny zaczęły mięknąć koło dziewiątej i kombajnista zjechał z pola przed dziesiątą.

Zapytałam, ile wyszło. Około dwudziestu siedmiu hektarów, z jednym przestojem na naprawę pasa. Dla porównania: mniejsze kombajny w rodzinnych gospodarstwach robią w taki dzień kilkanaście hektarów, największe maszyny na wielkich polach czterdzieści i więcej. Rozpiętość jest duża, ale za każdym razem rachunek jest ten sam: szerokość, prędkość, godziny suchego ziarna i to, ile czasu zjada wszystko poza koszeniem.

Zanim wyjdziesz w teren

  • Nie podchodź do pracującego kombajnu od przodu. Operator siedzi wysoko i tuż przed stołem ma martwe pole.
  • Stań po nawietrznej stronie, jeśli chcesz popatrzeć. Pył z łuszczyn rzepaku drapie w gardle i wchodzi do oczu.
  • Ścierniska i suchy rzepak przy suchym wietrze łatwo się zapalają. Żadnych papierosów i ognisk przy polu w czasie żniw.
  • Na drogach przy polach leżą wtedy nasiona rozsypane z przyczep. Drobne i okrągłe działają na asfalcie jak kulki, zwłaszcza pod kołem motocykla.

Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.

Z innych wyjazdów

Wszystkie reportaże: lato