Pomiń nawigację
w terenie wterenie.com.pl

Reportaże z miejsc, gdzie praca toczy się pod gołym niebem.

Imprezy plenerowe

Jak powstaje wieniec dożynkowy

Miejsce: Sądecczyzna 4 min czytania autorka: Elżbieta

Snopek kłosów i białe kwiaty na stole podczas plecenia ozdoby
Snopek kłosów i białe kwiaty na stole podczas plecenia ozdoby

Sądecczyzna w połowie sierpnia. Na stokach jeszcze dojrzewa owies, a w otwartej stodole na skraju wsi kilka gospodyń od dwóch tygodni wiąże wieniec na dożynki gminne.

Do wsi dojechałam przed szóstą. Dolina była jeszcze w cieniu, szara i chłodna, a wieś stała nad nią, na stoku wystawionym na wschód. Słońce wyszło zza grzbietu i od razu zrobiło się ciepło na twarzy, chociaż termometr pokazywał dziesięć stopni. W dole, nad rzeką, rysowały się tylko ciemne wierzchołki topól.

Stodoła stała na samej górze wsi, przy polnej drodze. Drzwi otwarte na oścież, w środku na klepisku stał stelaż wysokości dorosłego człowieka, owinięty do połowy kłosami. Obok, na rozstawionych stołach, leżały pęczki zboża posortowane według gatunku. Żyto, pszenica, jęczmień z długimi wąsami, owies, który z daleka wygląda jak drobne dzwoneczki.

Zboże ścina się wcześniej

Pierwsza rzecz, której się dowiedziałam: na wieniec nie bierze się zboża dojrzałego. Kłos w pełnej dojrzałości osypuje się przy każdym dotknięciu, a przez dwa tygodnie wiązania dotyka się go setki razy. Ścina się je więc wcześniej, kiedy ziarno jest jeszcze miękkie jak wosk i da się je przekroić paznokciem. Kłosy mają wtedy kolor między zielenią a złotem.

Najstarsza z gospodyń pokazała mi, gdzie ścinały. Skrawek pszenicy na skraju pola, zostawiony przez sąsiada specjalnie dla nich, kilka arów na stoku od południa. Owies rośnie wyżej, na zboczu, i tam dojrzewa później niż w dolinie. Na tych wysokościach żniwa przesuwają się o tydzień, dwa w stosunku do nizin i zwykle trwają jeszcze w drugiej połowie sierpnia.

Ścięte zboże wiąże się w małe pęczki i wiesza kłosami w dół. Suszy się w cieniu, w przewiewnym miejscu, nigdy na słońcu, bo słońce wybiela kłos i robi go kruchym. Dlatego stodoła. Pod dachem wisiały całe rzędy pęczków, a przez otwarte drzwi szedł przeciąg od doliny.

Najpierw konstrukcja

Wieniec ma szkielet. Dawniej był z wikliny, z leszczyny, z drewnianych listewek. Dziś najczęściej z drutu i siatki, czasem ze sklejki. Ten był w kształcie korony, czyli kilku łuków spiętych u góry, na okrągłej podstawie. Taka forma jest w tradycji najstarsza i na konkursach dożynkowych należy do kategorii wieńców tradycyjnych. Są też wieńce współczesne, w kształcie kościołów, map, snopków, liter.

Na szkielet przywiązuje się kłosy drobnymi pęczkami, jeden na drugim, jak dachówki. Każdy pęczek trzeba przyciąć na równą długość i ułożyć tak, żeby kłosy szły w jedną stronę. Na jednym łuku korony gospodynie liczyły kilkaset pęczków.

Dojrzałe kłosy pszenicy w zbliżeniu
Dojrzałe kłosy pszenicy w zbliżeniu

Ziarenko po ziarenku

Najwięcej czasu zajmują ozdoby z ziarna. Na tekturę albo sklejkę przykleja się pojedyncze ziarna: pszenicy, żyta, gryki, fasoli, grochu, maku. Z tego powstaje obrazek, herb gminy, napis z rokiem. Na kawałek wielkości dłoni idzie wieczór.

Przy jednym stole siedziały dwie panie i przyklejały ziarno pęsetą. Klej kapał z patyczka po kropli. Zapytałam, ile godzin poszło na cały wieniec, i usłyszałam: „Nikt tego nie liczy. Liczymy wieczory, a wieczorów było czternaście”.

Do tego dochodzą kwiaty i owoce. Na Sądecczyźnie gospodynie lubią jarzębinę, która w drugiej połowie sierpnia już się czerwieni, suszone zioła, orzechy laskowe, czasem jabłka. Na koniec wstążki. Wszystko, co przypina się na sam koniec, musi wytrzymać kilka dni, więc świeże kwiaty idą ostatniego wieczoru.

Wieniec musi przetrzymać drogę

Gotowy wieniec ma kilkadziesiąt kilogramów. Niesie się go w korowodzie dożynkowym na noszach, na ramionach czterech osób, albo wiezie na wozie. Najpierw jest poświęcenie w kościele, potem przemarsz, potem wieniec stoi na scenie albo przy scenie przez całe popołudnie. Jeśli pada, kłosy nasiąkają i zaczynają się wyginać. Jeśli wieje, wstążki rwą się z wiązań. Dlatego ostatniego wieczoru wieniec ogląda się z każdej strony, dokleja to, co odpadło, i owija folią na drogę. Na Sądecczyźnie korowody idą często pod górę, wąskimi drogami, i noszący zmieniają się co kilkaset metrów.

Tradycja jest starsza niż konkursy. Dawniej z ostatnich kłosów z pola wiązano mały snopek albo wieniec i ze śpiewem niesiono go gospodarzowi na znak, że żniwa skończone. W wielu wsiach ostatni kawałek zboża zostawiano nieścięty, żeby ziemia miała na przyszły rok.

O dziesiątej słońce zajrzało już na dno doliny i zrobiło się dwadzieścia stopni. W stodole wciąż było chłodno. Przez szpary w deskach padały na klepisko pasy światła, a w nich unosił się pył z plew.

Zanim wyjdziesz w teren

  • Na dożynki gminne w górach przyjedź wcześniej niż na godzinę mszy. Korowód formuje się na długo przed wyjściem i wtedy najlepiej widać wieńce z bliska.
  • Zabierz kurtkę przeciwdeszczową, nie parasol. W tłumie przy scenie parasol zasłania wszystkim widok, a w górach przelotny deszcz w sierpniu przychodzi nagle.
  • Nie dotykaj wieńców, nawet tych ustawionych na trawie. Suszony kłos łamie się od jednego ruchu ręki.
  • Na stromych łąkach, gdzie stoją sceny, trawa po porannej rosie jest śliska do południa. Buty z bieżnikiem przydają się bardziej niż odświętne.

Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.

Z innych wyjazdów

Wszystkie reportaże: lato