Wykopki dawniej i dziś

Podlasie w połowie września. Na jednym polu kombajn ziemniaczany sypie bulwy do skrzyń, na sąsiednim cała rodzina zbiera je z bruzdy do wiader, jak pół wieku temu pod Chełmem.
Rano na Podlasiu było jedenaście stopni. W dolince przy strumieniu leżała mgła, a na trawie przy drodze gruba, szara rosa. Pole ziemniaków ciągnęło się od wsi w stronę lasu, łagodnie pod górę, na północ. Nać już dawno zaschła i zszarzała. Nikt nie kopał.
Kombajn stał przy skraju pola, obok niego skrzyniopalety ustawione w rzędzie. Operator siedział w kabinie z termosem i czekał. Ruszył dopiero przed jedenastą, kiedy słońce wyszło nad las i ziemia trochę się ogrzała.
Dlaczego czekali do południa
W zimnej ziemi skórka ziemniaka twardnieje i traci elastyczność. Przy uderzeniu o pręty kopaczki albo o taśmę kombajnu pęka i bulwa ma potem ciemne plamy pod skórką. Według zaleceń dla zbioru ziemniaków kopie się, gdy gleba ma powyżej dziesięciu stopni i nie jest ani za mokra, ani przesuszona na kamień. We wrześniu na Podlasiu w praktyce oznacza to, że rano się czeka.
Ziemniak musi też być dojrzały. Sprawdza się to kciukiem: przesuwa się nim po skórce i jeśli skórka się nie złuszcza, można kopać. Jeśli schodzi płatami, bulwy jeszcze nie są gotowe do przechowania.
Ziemia tutaj lekka, piaszczysta, za kombajnem unosiła się jak pył. Na takich glebach kopie się łatwiej niż na glinie, gdzie po deszczu ziemniaki wyjeżdżają z pola w grudach błota.
Jak to było pod Chełmem
Urodziłam się na wsi i wykopki pamiętam od strony wiadra. W latach siedemdziesiątych kopaczka była konna albo ciągnikowa, z kołem z widłami, które wyrzucało ziemniaki na bok bruzdy. Za kopaczką szedł rząd ludzi: rodzina, sąsiedzi, dzieci. Zbierało się do koszy z wikliny, potem do worków, a worki na wóz. Ze szkoły zwalniano nas na kilka dni, bo bez dzieci gospodarstwa nie zdążyłyby przed deszczami.
Wieczorem paliło się na polu suchą nać i wrzucało w żar ziemniaki. Nikt ich nie mył. Czarne z wierzchu, w środku sypkie i gorące. Tego zapachu dymu z nacią nie da się pomylić z żadnym innym.
Na sąsiednim polu na Podlasiu wszystko wyglądało prawie tak samo. Ciągnik z kopaczką, za nim sześć osób w kucki nad bruzdą, wiadra, skrzynki. Tylko zamiast konia ciągnik, a zamiast koszy z wikliny plastikowe skrzynki. Gospodyni z tej rodziny powiedziała mi, że kopią ręcznie, bo pole jest małe i kamieniste, a ziemniaki idą dla rodziny i do piwnicy. Na pięćdziesiąt arów potrzebują dwóch dni.

Co robi kombajn
Kombajn ziemniaczany podcina redliny, czyli te podłużne wały ziemi, w których rosną ziemniaki, i podaje je razem z ziemią na system taśm i przesiewaczy. Ziemia przesypuje się w dół, nać i kamienie wyłapują się po drodze, bulwy jadą do zbiornika. Na kombajnie zwykle stoi jeszcze ktoś przy taśmie i ręcznie wybiera kamienie i grudy, których maszyna nie oddzieliła.
Na tym polu kombajn zrobił przez popołudnie mniej więcej dwa hektary. Rodzina z kopaczką przez ten czas kilkanaście arów. Za to kombajn potrzebuje skrzyń, wózków, ciągnika z przyczepą i przechowalni, na które małego gospodarstwa nie stać.
Przy kombajnie zawsze patrzy się na wysokość spadania bulw. Z wysokiej taśmy do pustej skrzyni ziemniak leci kilkadziesiąt centymetrów i obija się o dno. Operatorzy obniżają taśmę, ile się da, a pierwsze bulwy spadają na te, które już leżą.
Ziemia na tym polu była sucha, więc taśmy pracowały czysto. Na lekkiej ziemi da się kopać i po deszczu, ale na gliniastej grudy kleją się do bulw i wszystko jedzie do skrzyni razem z błotem, a potem gnije w przechowalni.
Najpierw do suszenia, potem do chłodu
Świeżo wykopany ziemniak ma drobne rany i otarcia. Przez pierwsze dni po zbiorze trzyma się go w przewiewnym miejscu w temperaturze kilkunastu stopni, żeby przesechł, a skórka się wzmocniła. Według zaleceń przechowalniczych gojenie ran trwa około dziesięciu dni przy kilkunastu stopniach. Dopiero potem ziemniaki schładza się stopniowo i przechowuje w ciemności, w chłodzie kilku stopni powyżej zera, aż do wiosny.
Mapa jest zawsze trochę starsza niż teren. Na mojej, wydanej w latach dziewięćdziesiątych, przy tej wsi zaznaczone są same łąki. Dziś są tam ziemniaki, kukurydza i dwa nowe domy.
Zanim wyjdziesz w teren
- Jeśli jedziesz pomóc rodzinie przy wykopkach, weź rękawice z gumowaną dłonią. Ziemia wrześniowa jest zimna i szorstka, po godzinie zbierania palce bolą.
- Klęcz na czymś. Kawałek starej karimaty albo poduszka z worka oszczędzi kolana na kamienistym polu.
- Nie zbieraj ziemniaków zaraz po deszczu na ciężkiej ziemi. Mokre bulwy w błocie gniją w piwnicy szybciej niż suche.
- Nie stawaj przy taśmie kombajnu ani za kopaczką. Wyrzucane kamienie potrafią polecieć kilka metrów.
Reportaż napisała Elżbieta z Chełma. Geodetka z Chełma. Przez 35 lat pracowała w polu w każdą pogodę: przy scaleniach gruntów, potem we własnej pracowni. Od 1998 roku codziennie o siódmej zapisuje temperaturę, opad i wiatr.



